Krew, ogień i teatr tańca


Opowieść o pokusie władzy, rozdarciu pomiędzy lojalnością a potęgą, przyjaźnią a wpływami, toksycznej miłości i upadku moralnym, czyli „Makbet” Williama Szekspira, porusza niezmiennie od lat i pomimo upływu kolejnych wieków nadal pozostaje aktualna.

Tym razem historię tę wzięła na warsztat Opera Śląska w Bytomiu, ale nie – jak można by się spodziewać w pierwszym odruchu – w wydaniu operowym (dzieło Giuseppe Verdiego), a baletowym. Absolutnie fenomenalna nowinka, warta uwagi nawet najbardziej wytrawnych bywalców teatralnych. Premiera odbyła się 24 lutego 2024 roku.

Fot. Krzysztof Bieliński

W zasadzie należałoby spektakl ten nazwać teatrem tańca (bardziej niż baletem), co zdecydowanie jest stwierdzeniem „na plus”, bowiem dzięki temu zabiegowi staje się on niezwykle przystępny, przyjemny i łatwy w odbiorze, nawet dla laików. Mimo tej przystępności nie sposób jednak odmówić bytomskiemu „Makbetowi” rozmachu, odwagi i najprawdziwszego ognia (o którym powiemy jeszcze za chwilę).

Odpowiedzialna zarówno za choreografię, jak i reżyserię Monika Myśliwiec stworzyła spektakl niezwykle spójny, niemalże oczywisty w odbiorze. Bez cienia przesady stwierdzić można, iż łatwo było śledzić przebieg akcji, zatopić się w tę opowiedzianą tańcem historię i nawet, jeśli ktoś jakimś cudem o losach szekspirowskiego Makbeta nigdy wcześniej nie słyszał, mógł bez trudu zrozumieć, co działo się na scenie. Choć myśląc o Makbecie w wydaniu muzycznym, odruchowo skłaniamy się ku jego wersji operowej, tu śpiewu wcale nie brakowało. Akcja toczyła się sprawnie, wręcz intuicyjnie, a z każdą kolejną nutą wciągała melomana w swój zaczarowany świat jeszcze bardziej.

Fot. Marta Janiak

Wszystko to jednak nie byłoby możliwe, gdyby nie wprawne kierownictwo muzyczne Tomasza Tokarczyka, związanego z Operą Śląską na co dzień. Z chirurgiczną wręcz precyzją połączył on muzykę zaczerpniętą z verdiowskiego „Makbeta” z fragmentami „Don Carlosa” oraz „Messa da Requiem” – i to w taki sposób, że nie było znać cięć. Przepisanie, transponowanie muzyki śpiewanej na tańczoną nie było zadaniem łatwym, tym mocniej należy więc docenić włożony w jego wykonanie trud.

Orkiestra prowadzona przez Maestro Tokarczyka zagrała z werwą i niemal kosmiczną energią, żywo i sprawnie, dając publiczności możliwość czerpania z wieczoru autentycznej przyjemności. Piękne solo na skrzypach Agaty Guzy i Nikol Latochy na wiolonczeli, a także efektowne bębny Aleksandra Kulawika.

Fot. Aneta Bylczyńska

Znakomici w swych rolach byli Douglas de Oliveira Ferreira jako Makbet i Mitsuki Noda w roli Lady Makbet. Trudno jest ocenić występ baletowy z pozycji laika, bez odpowiedniej wiedzy kierunkowej, jednak z całą pewnością tak od strony technicznej, jak i aktorskiej (interpretacja partii) prezentowali się oni zjawiskowo, zwłaszcza w scenach szaleńczego szarpania się z wyrzutami sumienia po morderstwie króla Duncana (Grzegorz Pajdzik, na co dzień kierownik baletu Opery Śląskiej, fenomenalny występ i piękne ukoronowanie 35 lat pracy artystycznej). Autentyczna, niekłamana chemia pomiędzy dwójką artystów nadała spektaklowi wyjątkowego smaku.

Fot. Krzysztof Bieliński

W przedstawieniu jako całości trudno jest znaleźć swoją drogą słabszych wykonawców. Każdy z nich prezentował nie tylko godny premiery poziom, lecz również pasję i szeroką gamę emocji, które znać było doskonale w każdym, najmniejszym nawet kroku. Wzruszający był występ dzieci z Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Bytomiu.

Zachwycające były także kostiumy, na poły baśniowo-teatralne, na poły niemalże współczesne. W przepięknej spódnicy Lady Makbet nawet Carrie Bradshaw ze słynnego serialu o wielkim mieście nie powstydziłaby się na to miasto wyjść. Scenografia, oszczędna, ustępująca pola akcji scenicznej, doskonale je dopełniała. Wrażenie na widzach wywarł na pewno żywy, najprawdziwszy ogień, niby złowieszcza przepowiednia nieuchronnie zbliżającego się końca. Zarówno za scenografię, jak i za kostiumy odpowiadała Joanna Jaśko-Sroka. Brawa także za reżyserię świateł dla Katarzyny Łuszczyk oraz za projekcje dla Natana Berkowicza.

Fot. Krzysztof Bieliński
Fot. Krzysztof Bieliński

Podsumowując, bytomski „Makbet” w wydaniu Tokarczyk/Myśliwiec to pozycja obowiązkowa na liście muzycznych „lektur” każdego prawdziwego melomana. Spektakl powróci między innymi 1, 2 oraz 3 marca 2024 roku. Warto upewnić się, że mamy już swój bilet.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *